Biedna Ola... Ta z tematu debaty, serio, szkoda mi jej. I tych wszystkich innych Ol, które tak mają, bo sytuacja męczy, wiem o tym, doświadczam tego i może nawet powinnam powiedzieć...
biedna ja?
Ale nie chcę żeby wyszło z tego, że się nad sobą użalam. Skupmy się na Oli. Albo może lepiej na jej mężu. Po cholerę tyle czasu z tą przyjaciółką? Skoro to żona jest żoną to chyba z jakiegoś powodu. A może nie mógł się zdecydować? Niestety, doskwiera mi bolesna świadomość, że wielu facetów woli się po prostu nie decydować i poniekąd wybrać obie, z tą różnicą, że jedną jawnie, drugą nie. Dałby sobie siana z tą przyjaciółką, a przynajmniej ograniczył godzinne paplaniny, a jestem pewna, że żona doceniłaby to. Ale widać tak mu wygodnie i najwidoczniej przeczuwa, że żona nic z tym nie zrobi, więc nie kiwnie palcem by rozwiązać problem lub go chociaż załagodzić.
Tyle jeśli chodzi o Olę.
A teraz inna bajka: kiedy ja poprosiłam chłopaka o ograniczenie kontaktów z przyjaciółką rozpętała się awantura a moje (w moim mniemaniu oczywiście uzasadnione) żale zostały skwitowane krótkim "wezmę to pod uwagę", co ni mniej ni więcej miało znaczyć, że na wzięciu pod uwagę się skończy. A skąd żale? Ano z zazdrości powodowanej niepewnością związku, nie będę ukrywać. Chłopak całował się z nią już wcześniej choć wtedy nie byliśmy jeszcze parą, a na samą myśl, że mogłoby się to powtórzyć robi mi się niedobrze. Ponadto zdradzał swoją poprzednią dziewczynę i nie raz popisał się przy mnie brakiem prawdomówności więc moje zaufanie do niego ma kruche podstawy. O spotykaniu się we 3 nie ma mowy gdyż pochodzimy z różnych miast (my we dwójkę mieszkamy w jednym, ale jeździmy do domów na święta i wakacje i wtedy chłopak się z nią widuje). Taka niepewność niszczy, a najlepsze na co wpadłam kiedy moje prośby okazały się nieskuteczne to po prostu blokowanie zaangażowania (co oczywiście budowaniu trwałego związku nie sprzyja). Traktuję to jako rozwiązanie tymczasowe i obserwuję jak sytuacja się rozwinie. Może kontakty się rozluźnią kiedy tamta znajdzie sobie chłopaka? Czas pokaże...
Comacold 2011-10-23 03:04:27
skomentuj (3)
Taki przedmiot na psychologii potocznie zwany rozwojówką. Zajmuje się głównie dzieciakami. Prowadząca słynie z tego, że mówi do nas jak do debili i wciąż powtarza tekst "Nie wiem czy państwo rozumieją". Na tych zajęciach stwierdziłam, że z moją szczerością i dosadnością raczej nie zrobię kariery na polu psychoterapii.
Ja: Będę złym psychologiem.
Blondi: Musimy mówić takie hipisowskie bzdety: "dziecko leci na tęczy".
Blondi to taki koleś, co studiował historię, ale się nie przykładał i zaliczył tylko pół roku. Historię jednak podobno lubi. A już napewno rozprawianie o II wojnie światowej. Taki jego konik.
Prowadząca: Podczas II wojny światowej Londyn był bombardowany, nie wiem czy państwo kojarzą...
Blondi: Ja pierdolę, zajebię!
***
Dosłownie przed chwilą zrobił mi wykład o Hitlerze i holokauscie. Nie lubię historii.
Rozwojówki w sumie też.
Comacold 2010-11-18 21:12:03
skomentuj (4)
Dzieje się tyle, że nie mam czasu pisać. O pracy magisterskiej już nawet nie wspomnę.
Ale może od początku. Był luty, zimno jak diabli więc na zajęcia pomykałam w kożuchu z kapturem nasuniętym na głowę. Po drodze zaczepił mnie jakiś koleś wyglądający na przeciętnego żula. Zapytał czy nie chciałabym popracować do portretu. Mówił bardzo niewyraźnie, a ja zatrzymałam się dopiero na przejściu dla pieszych. Uparł się, że chce mnie narysować.
- Ale dlaczego ja?
- Bo od pani bije taki dźwięk, taka kobiecość - zachwycał się
Przyznam, że miło mi było zrobić na kimś takie wrażenie, ale byłam sceptyczna. Facet przedstawił się jako Wincenty Święcicki i poprosił o mojego maila. Dałam bez oporu, przecież maila zawsze można zignorować i nie odpowiadać. Po powrocie z uczelni sprawdziłam w internecie kto to taki i okazało się, że niejaki Wincenty Święcicki zajmuje się kreowaniem wizerunków firm i osób (ciekawe czy nad swoim też pracował). Po jakimś czasie odebrałam maila o następującej treści:
"Witam,
kiedy można zobaczyć się, aby zacząć zrobić Twoje wizerunki ?
pozdrawiam
Wicek"
W odpowiedzi zapytałam czym się zajmuje, jak miałaby wyglądać nasza współpraca, co miałabym robić, co będę z tego miała i czy mógłby mi pokazać swoje przykładowe prace. Odpowiedź brzmiała następująco:
"Zajmuję się robieniem wizerunków otoczenia (projektowe, graficzne). Wizerunki mają ukazywać Twą urodę energii magnetyzmu, z dostosowaniem do możliwości inspirowania. Można zobaczyć się w publicznym miejscu i zacząć wstępne szkice, z nich większe wizerunki wstawiane do galerii, uzyskując do podziału przychody na zasadzie prowizji. Inne zajęcia Ci nie uciekną, masz na nie dziesiątki lat. A urody potem nie będzie, dopóki jest w szczytowej formie, nie przygasaj i dojrzyj ją, aby mogła promieniować i procentować. W."
Zawiłe to takie jakby facet był na haju, więc nie przekonało mnie. Matka była zachwycona tym, że ktoś chce malować portrety jej córy, ale ojciec podzielał mój sceptycyzm. Znajomi reagowali różnie, ale wszyscy byli zgodni co do jednego: nie wolno mi iść do niego samej. W końcu postanowiłam olać sprawę z powodu braku czasu i energii i tak czas płynął...
Aż spotkaliśmy się znowu koło uczelni. Nie poznał mnie, bo znów zaproponował współpracę w ten sam sposób. Przypomniałam, że juz wymieniliśmy e-maile na ten temat i powiedziałam, że aktualnie nie mam czasu na spotkanie. Napierał i nalegał uporczywie, lecz ja techniką zdartej płyty powtarzałam "Będziemy w kontakcie, jak już mówiłam będziemy w kontakcie." itd. W końcu dał za wygraną, a ja nie odezwałam się więcej. Czasami zastanawiam się jednak czy dobrze zrobiłam, może powinnam była się zgodzić? Co o tym myślicie?
Comacold 2010-11-14 22:53:08
skomentuj (4)
Comacold 2010-04-14 01:09:43
skomentuj (0)